"Rolnik szuka żony" dobiegł końca, co wydarzyło się w ostatnim odcinku hitu TVP.?
Najwięcej emocji i kontrowersji pokazuje finał znajomości Anny i Mariusza. Wszyscy myśleli a wręcz byli pewni, że para, która zaręczyła się na wizji, stanie na ślubnym kobiercu. Anna jednak wycofała się z relacji z kandydatem i na oczach milionów widzów zakończyła kilkumiesięczny związek. Dlaczego ?
- Mariusz był, jest i będzie maminsynkiem, który samodzielnie nie potrafi podjąć męskiej decyzji. Jest absolutnie podporządkowany mamie i wszystkie jej polecenia wykonuje bez słowa sprzeciwu. Mama Mariusza była mną zachwycona, ale ja podczas wizyty u niego czułam się podwójnie osaczona - powiedziała na łamach "Faktu".
Dodatkowo ktoś przekazał informacje:
"O rzekomej przeszłości Mariusza dowiedziałam się z internetu, bo ktoś wstawił post na mojego fanpage'a z informacjami o jego byłej żonie, ale nie wnikałam w jego przeszłość. (...) Pierścionek oddałam, gdyż tak naprawdę te zaręczyny nie powinny mieć miejsca. Po kilku dniach znajomości nie można składać takich deklaracji. Te zaręczyny nie powinny się odbyć przed kamerami, przed publicznością. Ludzie zadają pytania, dlaczego oddałam pierścionek przed kamerami, skoro tak się broniłam, żeby przed kamerami go nie przyjmować. Właśnie z tego powodu. Skoro go przyjęłam przed kamerami, to chciałam przed kamerami go oddać. Nie chciałam, żeby ten pierścionek zawisł nade mną do końca życia, że go wzięłam, a go nie oddałam. Jestem zbyt honorowa - wyjaśniła rolniczka w rozmowie z "Super Expressem".
A co na to Mariusz:
" - Oglądacie program od kilku ładnych miesięcy, już na samym początku był czytany list ode mnie, w którym to napisałem, że jestem rozwiedziony i to od 11 lat! I od tamtej pory nie ożeniłem się. Zapewne już trochę mnie poznaliście...wiadomo, każdy ma własne zdanie, natomiast chcę powiedzieć, że nikogo nie oszukałem i nie miałem takiego zamiaru. Nigdy w życiu nie kierowałem się złymi emocjami i dlatego zawsze stawiam prawdę i szczerość na 1-szym miejscu, bo wg mnie to podstawa do budowania relacji międzyludzkich. Niestety nie unikniemy komentarzy tych złych, bo za dobre serdecznie dziękuję. Jednak te złe dają tylko do myślenia, że często to komentatorzy patrzą przez swój pryzmat. Mnie nigdy nie przyszło do głowy, żeby mówić czy pisać źle o kimś kogo nie znam. Nawet jeśli mam inne zdanie, bądź coś mi się nie podoba, to zawsze szukam kompromisu, co jak widzę również spotyka się z krytyką. Oczywiście nie jestem ideałem, jak każdy mam wady i zalety to nie podlega wątpliwości - napisał na Facebooku (zachowano oryginalną pisownię).
Anna zaś odpiera zarzuty Internautów:
"Usłyszałam parę zarzutów pod swoim adresem, że jestem materialistką. Absolutnie tak nie jest, bo mam na chleb i do chleba również, i na wiele innych rzeczy. Nie szukam mężczyzny, który będzie mnie utrzymywał, ale i ja nie zamierzam utrzymywać jego. Mariusz powiedział, że nie było go stać na pierścionek. Ale on mógł kosztować dwa funty, mógł kosztować 100 złotych w markecie i też nie widziałabym problemu, bo liczy się to, żeby był dany od serca, a nie z nakazu płynącego z góry - powiedziała w "Super Expressie".
Fakt24.pl publikuje rozmowę z Mamą Mariusza:
"Przeczytałam wiele komentarzy na temat Anny w Internecie. Wiedziałam, że ludzie są zawistni, więc nie traktowałam tych komentarzy do końca poważnie, ale... wiele dawały mi to do myślenia. Dlaczego tak entuzjastycznie podchodziłam do tej znajomości? Widziałam jego szczęście! Mariusz powiedział mi: ?mamo jak bardzo chciałbym spędzić z Tą kobietą resztę życia!? Zakochał się bardzo! Te 11 lat samotności, poświęcenie się tej pracy... Wydawało się, że Ania pojawiła się w odpowiednim momencie - zdradziła Barbara Smaga w rozmowie z Fakt24.pl.
Pani Barbara próbowała porozmawiać z nami na temat tych złych komentarzy. Kiedy przyjeżdżał do Polski, przylatywał tylko na weekendy, wtedy kiedy mógł, tylko żeby się spotkać z Anią, Ich znajomość była intensywna ? telefony, ciągłe rozmowy, podróże. Mieli czas się poznać - zdradziła.
Anna w programie zarzuciła Mariuszowi, że pierścionek nie wybierał on tylko jego mama. Czy naprawdę ta kwestia może być sprawą, która przesadza o ?być, albo nie być? związku"? Raczej nie... Pani Barbara, wyjaśnia:
- Cena pierścionków w Anglii jest zawrotna. Mariusz zadzwonił do mnie, żebyśmy z Kacprem zobaczyli w jakich cenach są pierścionki tu, w Polsce. Kacper wybrał pierścionek. Oczywiście ta decyzja była konsultowana z Mariuszem. Wydaje mi się, że pierścionek był tylko pretekstem. Mariusz jej nie oszukał, powiedział jej, że wybrał go Kacper. - dodaje Pani Basia.
Mimo bolesnych doświadczeń Mariusz nie żałuje udziału w programie. Miał okazje poznać wspaniałych ludzi. Na pewno żałuje, że skończyło się to bez happy endu. - Najgorsze jest jednak to, że Ania nie powiedziała mu od razu o co jej chodzi. Tylko bawiła się w podchody - wtrąca pani Barbara.
Anna wysnuła śmiałe zarzuty, dotyczące relacji Mariusza z matką. Nie mogliśmy pani Barbary nie zapytać o jej opinie na temat słów Anny dotyczących tego, że Mariusz jest mamisynkiem oraz, że została przez jego rodzinę osaczona.
- Całe życie uczyłam dzieci, że najważniejsza w życiu jest rodzina - brat siostra, dzieci. Czy mamisynek wyjeżdża sam za granicę? Wiadomo, że pyta mnie nieraz o różne sprawy. Ze mną się konsultuje w w sprawach najważniejszych, życiowych, co uważam za normalne. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć dlaczego Anna tak powiedziała. Czy jest coś złego w tym, że syn potrafi utrzymać z rodziną bliską relację, że darzy ją zaufaniem? Czy jest coś w tym takiego złego?
Ani gospodarka nie jest aż tak duża, jak to zostało przedstawione. Mariusz nie planował tego, że pójdzie do Ani i będzie na jej garnuszku. To był cios poniżej pasa. Mój syn nigdy nie pozwoliłby na to, żeby był na utrzymaniu jakiejś kobiety. To jest nie do pomyślenia! Ten zarzut był bardzo nie w porządku ze strony Anki. My jesteśmy nauczeni pracy od zawsze. Do takiej sytuacji nigdy by nie doszło, nigdy ani on, ani my byśmy do tego nie dopuścili. - dodaje z dużym niesmakiem Pani Barbara.
- Traktowaliśmy ją jak księżniczkę. A moment, w którym poszliśmy do kuchni po jedzenie... Ania sama się zadeklarowała, że pomoże. Że będzie to wyglądało fajnie. W którym momencie myśmy ją osaczyli.? Nie mam pojęcia! Przypuszczam, że po prostu szukała osoby, która będzie chciała ją wesprzeć finansowo, to wszystko - podsumowuje Pani Barbara.
